Przez wiele lat rozmowa o winach bezalkoholowych koncentrowała się głównie wokół braku alkoholu. Zastanawialiśmy się, czy mogą zastąpić tradycyjne wino, czy smakują podobnie i w jakich sytuacjach warto po nie sięgać.

Znacznie rzadziej zadajemy sobie jednak inne pytanie: czy wina bezalkoholowe mogą być pełnoprawnym partnerem dla jedzenia?

Z mojego doświadczenia wynika, że największym wyzwaniem win bezalkoholowych nie jest dziś brak alkoholu, ale znalezienie ich miejsca przy stole. Bo przy jedzeniu nie liczy się przecież wyłącznie aromat. Liczy się to, czy napój wnosi świeżość, równoważy smaki i sprawia, że każdy kolejny kęs smakuje równie dobrze jak pierwszy.

Im dłużej pracuję z winem, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że o udanym połączeniu nie decydują tylko aromaty czy skomplikowane opisy degustacyjne. Znacznie ważniejsza jest równowaga. Szczególną rolę odgrywają tutaj kwasowość, poziom cukru i struktura wina.

To właśnie dlatego wiele win bezalkoholowych nadal nie odnajduje się w gastronomii. Często są zbyt słodkie, pozbawione świeżości lub struktury, przez co trudno zestawić je z jedzeniem. Tymczasem dobrze zbudowane wino bezalkoholowe powinno działać dokładnie tak samo jak klasyczne wino – wspierać potrawę, a nie z nią konkurować.

To właśnie wysoka kwasowość odpowiada za świeżość i sprawia, że nawet bardziej sycące potrawy wydają się lżejsze. Dlatego tak dobrze sprawdza się przy daniach smażonych, kremowych czy opartych na oliwie. Kwasowość nie konkuruje z jedzeniem, ale pomaga zachować balans i przygotowuje podniebienie na kolejny kęs.

Nie bez znaczenia są również bąbelki. W winach musujących wnoszą lekkość, podkreślają świeżość i sprawiają, że wiele potraw zyskuje zupełnie nowy wymiar. Nieprzypadkowo właśnie wina musujące są często uznawane za jedne z najbardziej uniwersalnych win przy stole.

Dobrym przykładem są patatas bravas. Chrupiące ziemniaki, kremowe aioli i wyrazisty sos tworzą połączenie pełne smaku, ale również tłustości. Wysoka kwasowość i delikatne musowanie skutecznie przełamują tę strukturę, dzięki czemu danie pozostaje lekkie i apetyczne od pierwszego do ostatniego kęsa.

Podobnie działa zestawienie z papryczkami padrón. Ich lekko dymny charakter, oliwa i morska sól świetnie współgrają ze świeżością win musujących. Co ciekawe, wśród łagodnych papryczek od czasu do czasu trafia się jedna wyjątkowo pikantna. W takich momentach świeżość i kwasowość napoju pomagają zachować równowagę smaków.

Bardzo lubię również połączenie win musujących z krokietami z ośmiornicą. Chrupiąca panierka i delikatne wnętrze wymagają napoju, który wniesie świeżość, ale nie zdominuje subtelnego smaku owoców morza. Właśnie dlatego tak ważny jest umiarkowany poziom cukru. Gdy jest go zbyt dużo, łatwo zagłuszyć charakter potrawy. Kiedy pozostaje w równowadze z kwasowością, jedzenie i wino zaczynają ze sobą współpracować.

Coraz częściej obserwuję, że konsumenci poszukują dziś napojów, które nie tylko dobrze smakują samodzielnie, ale również odnajdują się przy stole. To właśnie dlatego tak duże znaczenie mają świeżość, balans i gastronomiczny charakter. Są one znacznie ważniejsze niż sama obecność lub brak alkoholu.

To jeden z powodów, dla których przy tworzeniu FRIMI tak dużą uwagę poświęciłyśmy zachowaniu wysokiej kwasowości, umiarkowanego poziomu cukru i delikatnego musowania. Wywodzimy się ze świata wina i zależało nam, aby nasze wina bezalkoholowe miały przede wszystkim gastronomiczny charakter. Taki, który sprawdzi się nie tylko podczas spotkania z przyjaciółmi, ale również przy stole pełnym jedzenia.

Bo najlepsze połączenia nie powstają wtedy, gdy napój dominuje potrawę. Powstają wtedy, gdy razem tworzą harmonijną całość.

Wróć do bloga

Twój koszyk

Koszyk jest pusty

Dodaj swoje pierwsze wino FRIMI.

Przejdź do sklepu